BANERWYNIKIMATURY
Drukuj

YFU - wywiad z uczniami z rocznych wymian

.

logo_yfuJako obywatele Polski, jesteśmy także obywatelami Europy i świata. Świata barwnej, wielokulturowej i różnorodnej, która ciekawi każdego dnia coraz bardziej. Istnieją co prawda różne sposoby zaspokajania tej ciekawości, ale bezsprzecznie tym spośród nich, który wymaga największej odwagi, ale także przynosi najwięcej korzyści, są wyjazdy na trwającą cały rok wymianę. Na przykład taką, jakie organizuje Youth For Understanding.

Youth For Understanding (Młodzi dla Porozumienia) jest stowarzyszeniem non profit, zajmującym się organizowaniem rocznych wymian uczniów. W ramach wyjazdów z ramienia YFU, polscy licealiści mogą wybrać się na rok do Finlandii, Holandii, Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Belgii i Szwajcarii; mogą także przyjąć swoich rówieśników pochodzących z tychże krajów, a przyjeżdżających do Polski, by uczyć się języka i poznawać polskie zwyczaje. Wprawdzie wyjazd taki to spore obciążenie zarówno psychiczne, jak i finansowe (koszt wymiany to ok. 16 000 zł), lecz jest źródłem nowych doświadczeń i wspaniałych przeżyć. Uczy współistnieć z ludźmi o innych zwyczajach i poglądach, a nade wszystko daje nam drugą rodzinę, z którą zazwyczaj uczestnik wymiany utrzymuje stały kontakt nawet po jej zakończeniu.

Na Śląsku najbardziej aktywną w YFU szkołą jest V LO im. Kanclerza Jana Zamoyskiego w Dąbrowie Górniczej, w której uczy śląski koordynator organizacji – pani Ewa Król. Jest to jedyna placówka edukacyjna w regionie, która przyjmuje uczniów zza granicy oraz wysyła w świat najwięcej swoich wychowanków. Udało nam się porozmawiać z Tomem (Niemcy) i Brianem (USA), którzy w tym roku będą uczęszczać do V LO, także z Karoliną, Martą i Pauliną, które właśnie z rocznej wymiany wróciły.

- Chłopcy, jesteście w Polsce już jakiś czas; uczycie się, zawieracie nowe znajomości. Ale musiało być coś, co zadecydowało o waszym przyjeździe tutaj, coś, co was w Polsce zainteresowało. Czy moglibyście mi opowiedzieć o ty, jak podejmowaliście decyzje o przyjeździe do naszego kraju?

Tom: - Miejscowość, w której mieszkam na co dzień jest oddalona od polskiej granicy
o ok. 10 kilometrów, w niemieckiej szkole uczyliśmy się podstaw języka polskiego, ale chciałem poznać go lepiej, bo uważam, że w przyszłości może mi się przydać.

Brian: - Decyzji o przyjeździe do Polski nie podjąłem z dnia na dzień, był to długotrwały proces, ale jestem tu, bo pochodzę z Chicago i moi dziadkowie są Polakami, więc pomyślałem, ze powinienem znać ich język ojczysty.

- Przyjechaliście, poszliście do szkoły i… no właśnie, jak podoba Wam się nowa szkoła i wasi polscy rówieśnicy? Co sądzicie o nauczycielach?

Tom: - Szkoła, do której chodzimy, jest wspaniałym miejscem, pełno tu ciekawych ludzi, choć oczywiście najbardziej podobają mi się koleżanki z nowej klasy (śmiech). Co do nauczycieli, są
w porządku – wymagający, ale da się wytrzymać.

Brian: - Poznałem tu mnóstwo wspaniałych ludzi – jestem tu tak krótko, a już mam tylu nowych znajomych. Jestem wręcz sławny! (śmiech). Jeżeli chodzi o nauczycieli, to całkowicie zgadzam się z Tomem, mają bardzo dobre podejście do młodych ludzi.

 

 

- Powiedzcie mi, co sądzicie o Polsce – jak wam się tu podoba? Czy wasze zdanie na temat tego kraju zmieniło się w jakiś sposób po waszym przyjeździe tutaj?

Brian: - Wcześniej myślałem, że ludzie w Polsce są mniej otwarci i tolerancyjni, ale zmieniłem zdanie, kiedy tu przyjechałem – Polacy są bardzo, bardzo sympatyczni, gościnni i towarzyscy, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie, bo ludzie, których tu poznałem są naprawdę bardzo życzliwi.

Tom: - Wiesz, to nie jest moja pierwsza podróż do Polski. Wcześniej byłem tu wiele razy i widziałem, że chociaż krąży wiele stereotypów na temat Polski i Polaków, to są to naprawdę mili, sympatyczni ludzie.

- Jak myślicie, jakie są najbardziej uderzające różnice pomiędzy Polską a krajami, z których pochodzicie?

Brian: - Właściwie to jest ich niewiele, przynajmniej biorąc pod uwagę miasto, w którym mieszkam (Chicago to największe skupisko polonii amerykańskiej – przyp. red.)  - najważniejsza z nich to chyba tylko to, ze obchodzimy trochę inne święta, na przykład u Was nie ma Święta Dziękczynienia. No i strasznie wcześnie jecie obiad.

Tom: - Brian, wcześnie? Osiemnasta to wcześnie? (Śmiech) A tak na poważnie, to w zasadzie w Niemczech jest bardzo podobnie, najbardziej zasadnicza różnica to godziny podawania posiłków – my zazwyczaj jadamy obiad wcześnie, około trzynastej.

- Skoro chodzicie do V LO, to pewnie słyszeliście już o tradycji integracji uczniowskich w piątkowe popołudnia. Mieliście okazję uczestniczyć już w jednej z nich?

Tom: - Tak.

Brian: - Tak, jasne.

- I jak wam się podobało?

Tom: - Było świetnie, w jedno popołudnie poznałem większość uczniów tej szkoły (śmiech).

Brian: - Zgadzam się z Tomem, miałem tylko niewielki problem z powrotem do domu, bo trochę się pogubiłem (śmiech).

 

Rozmowa z Karoliną Ejzerman, Martą Bednarczyk i Pauliną Bąchorek   – uczennicami V LO, które wróciły w tym roku z rocznej wymiany z YFU.

- Dziewczyny, gdzie spędziłyście ten rok?

Karolina: - W USA.

Marta: - W Finlandii 

Paulina: - W Niemczech

- Słuchajcie, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że roku nie da się streścić w kilku słowach, ale powiedzcie mi, jak było? Jakie wrażenia przywiozłyście z rocznego pobytu za granicą?

Karolina: - Na początku, jak zresztą można było się spodziewać, było ciężko, szczególnie tym, którzy – tak jak ja – zmieniali rodzinę goszczącą, ale potem zrobiło się naprawdę bardzo miło i szkoda było wyjeżdżać.

- A jak podobały wam się szkoły, do których chodziłyście w tym roku?

Marta: - Szkoła w Finlandii była zupełnie inna niż w Polsce i – według mnie – o wiele lepsza. Wprawdzie nauczyciele byli bardziej wymagający, ale zajęcia i szkolne święta były lepiej zorganizowane i atmosfera była zupełnie inna. Do takiej szkoły chodziło się z przyjemnością.

Paulina: - W niemieckich szkołach istnieje możliwość wyboru tych przedmiotów, które nas interesują – dzięki temu nie musieliśmy uczyć się wszystkiego, a mogliśmy skupić się na tym, co interesowało nas najbardziej.

Karolina: - W USA to nauczyciele organizowali akcje charytatywne, a uczniowie mogli im w tym pomóc albo nie – na przykład, w mojej szkole zorganizowano mecze gier zespołowych, w których nauczyciele grali przeciwko uczniom, a dochody ze sprzedaży wejściówek przeznaczone były na pomoc dla sierocińca czy chorych dzieci.

- A ludzie? Co ich charakteryzowało, jak się do was odnosili?

Karolina: - Amerykanie są zdecydowanie mniej skomplikowani niż Polacy, bardziej otwarci, zabawni i aktywni towarzysko; mają zupełnie inne podejście do życia niż my.

Paulina: - Niemcy są bardzo sympatyczni, ale na początku dość nieufni. To ja musiałam zrobić pierwszy krok, żeby się na mnie otworzyli.

Marta: - Finowie szwedzkojęzyczni są otwarci i towarzyscy, ale fińskojęzyczni, czyli ci, u których mieszkałam, są cisi i zamknięci. Musiałam długo zabiegać o ich zaufanie i otwartość.

- Gdybyście miały taką możliwość, pojechałybyście jeszcze raz?

Marta: - Tak.

Paulina: - Pewnie.

Karolina: - Tak, oczywiście.

 

 

 

M.L.