|
Wpisany przez Administrator
|
|
piątek, 05 lutego 2010 11:37 |
 Tego dnia mieliśmy przyjemność obejrzeć ,,Tango”’ S. Mrożka w reżyserii Jerzego Hojdy w Teatrze Dzieci Zagłębia w Będzinie. Słowa przyjemność użyłem tutaj wcale nie przez przypadek. Spektakl jednogłośnie został uznany za niebywale śmieszny, choć nie możemy zapomnieć, że poruszał dość ważne i trudne kwestie, które jednak zostały lekko przyćmione przez śmiech widowni. Gra aktorska – miód na serce – jak mawia prof. Z. Pietrasińska. Na szczególne wyróżnienie zasługują Paweł Okraska w roli Edka oraz Gabriel Abratowicz w roli wujka Eugeniusza. Komizm granych przez nich postaci w połączeniu z ich grą aktorską dawał piorunujące wrażenie, które bawiło do łez. Jeżeli chodzi o resztę odtwórców ról, to dobrze wywiązali się ze swoich zadań. No może z małym wyjątkiem Ali (Iwona Wojtaszek), której gra była nie nieco sztuczna i papierkowa. Trzeba również wspomnieć o świetnie dobranych kostiumach, które, jak się okazało również potrafią rozśmieszyć. Mowa oczywiście o zabawnej piżamie Stomila (Karol Zapała), którą pewnie nie jeden z nas chciałby powiesić w prywatnej garderobie. Podsumowując cały spektakl: genialny Mrożek zagrany przez świetnych aktorów! |
|
Poprawiony: piątek, 30 kwietnia 2010 17:55 |
|
Wpisany przez Administrator
|
|
czwartek, 28 stycznia 2010 11:35 |
 Rany, ile się teraz w tej szkole dzieje! Od początku tego tygodnia pełną parą ruszyły przygotowania do prezentacji szkoły na Targach Edukacyjnych (11-12. 02., TZN ). Należę do grupy, która zajmuje się jedną z tegorocznych form promocji Zamoya. Nigdy w życiu nie przypuszczałabym, że to tak pracochłonne i wcale niełatwe zajęcie!  Pracujemy non stop, dosłownie jak mrówy, ale widać już efekty. Mam nadzieję, że Wam się spodoba : )
Od 22 do 24 marca, zapraszamy wszystkich gimnazjalistów na Dni Otwarte VLO. Sama mogę Wam obiecać, że nie pożałujecie wizyty w Zamoyu. Moja przygoda z tą szkołą zaczęła się właśnie od Dni Otwartych. Od pierwszej chwili tu spędzonej wiedziałam, że to właśnie TA I ŻADNA INNA! Wy też możecie to poczuć. Ale najpierw musicie do nas przyjść. Albo nie. To my przyjdziemy do Was. Na kawę i ciacho zapraszają: ZAMOYSZCZANIE ; )  W tak zwanym międzyczasie przygotowujemy się też do Święta Szkoły ( 19. marca), w tym roku wyjątkowego, bo połączonego z obchodami dwudziestolecia V LO. Przygotowujemy „Żywe obrazy”. (Szkoda, że ni trafiły nam się „Słoneczniki” Van Gogha…Zawsze chciałam się przekonać jak to jest być wazonem;) Ale obraz, który dostaliśmy do zrealizowania, też jest całkiem, całkiem : ) ). A jaki obraz zaprezentujemy?  NIE POWIEM! Przyjdź i zobacz (matko, bawię się w Apokalipsę…chyba coś ze mną mocno nie tak ; D) – szukajcie I a. |
|
Poprawiony: piątek, 30 kwietnia 2010 17:55 |
|
Wpisany przez Administrator
|
|
poniedziałek, 25 stycznia 2010 11:34 |
Pierwszy poniedziałek po zimowisku. Jeszcze o tym nie pisałam, bo nie było czasu między prasowaniem i upychaniem ciuchów kolanem w walizce, ale mamy w szkole zimowisko. Zazwyczaj na początku drugiego semestru, w nagrodę za ładne ocenki, jeździmy z wuefistami na narty, deski, sanki i wszystko inne, na czym jeszcze jeździć można. Wyjechaliśmy w poniedziałek, tydzień temu, wróciliśmy w piątek. A co działo się pomiędzy poniedziałkiem a piątkiem? Nooo… to już jest osobna historia… : D
W tym roku pojechaliśmy do Wisły. Zaraz po przyjeździe pobiegliśmy w podskokach na stok (no, może nie koniecznie w podskokach, bo w butach narciarskich to raczej troszkę trudne). I było tak już co rano. Za to wieczorami… wieczorami imprezowaliśmy na dyskotekach, a potem na „afterkach” w pokojach, piliśmy hektolitrami sok jabłkowy, gorącą czekoladę i kawę, tonami pochłanialiśmy pizzę i tosty, a rano… a rano robiliśmy „karniaczki” w postaci siedmiominutowego „krzesełkowania” pod ścianą, bo – jak się później okazało – bawiliśmy się tak dobrze, że słychać nas było w całym ośrodku, a kadra nie mogła spać : ) Oprócz tego byliśmy też na kuligu i nawet w centrum Wisły, a także zamroziliśmy bitą śmietanę, wjechaliśmy w kilku Bogu ducha winnych narciarzy (idealny sposób zawierania znajomości, szczególnie, że narciarze byli, nie powiem, przystojni), słyszeliśmy obiad, rozmawialiśmy z końmi ciągnącymi sanie, łapaliśmy „stopa” na wyciągu, prowadziliśmy handel niewykorzystanymi karnetami, składaliśmy życzenia imieninowe, wysyłaliśmy pocztówki do nauczycieli, produkowaliśmy bombę biologiczną z musztardy, żurawiny i soli oraz, i to przede wszystkim, doskonale się bawiliśmy. I chociaż przez cały weekend leczyłam zakwasy i nadrabiałam zaległości z poprzedniego tygodnia, to wiem, że w przyszłym roku na pewno znowu tam pojadę.
|
|
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy |
|
|
|
|
Wpisany przez Administrator
|
|
niedziela, 10 stycznia 2010 11:32 |
|
WOŚP! Nasza szkoła potrafi pomagać! Jako organizator stanęła na wysokości zadania. Uczniowie mimo wszechogarniającego mrozu, wytrwale zbierali datki, by pomóc dzieciom z chorobami onkologicznymi. Nasz sztab (najwydajniejszy w mieście) liczył ponad 90 wolontariuszy w tym 65 kwestowało z puszkami. Zebraliśmy 16670 zł, co z pewnością przyczyniło się do rekordowego wyniku ponad 36 mln złotych! Szczególną popularnością cieszył się sklepik „pod Aniołem”, w którym można było kupić różne drobiazgi, przyczyniając się do sukcesu całej akcji. |
|
Wpisany przez Administrator
|
|
środa, 06 stycznia 2010 11:30 |
„To już jest koniec... Dla Ciebie to szok” Nie , nie i jeszcze raz NIE! Dopiero co wróciliśmy do szkoły po przerwie świątecznej, a tu już: kartkówka, kartkówka, test, pytanie, kartkówka. Jedna była już w poniedziałek! To oburzające! Dobra, dobra, wystarczy już. Tak, przyznaję się – nie potrafię się tym przejmować. No bo jakie ma znaczenie fakt, ze mamy sto tysięcy testów w tygodniu, kiedy znów mogę spotkać się z moją klasą, czyli ludźmi, których uwielbiam, wprawdzie nie do końca jeszcze przytomnymi po powitaniu Nowego Roku, ale ciągle tak samo zabawnymi. A różnych form sprawdzania wiedzy to, tak powiem szczerze, mogliśmy się spodziewać, bo to przecież semestr nam się kończy. A przy okazji jego końca, postanowiłyśmy z dziewczynami zrobić sobie zestawienie co ciekawszych momentów pierwszego semestru. Na początku był chaos, czyli przyzwyczajanie się do nowej szkoły, nowych nauczycieli, zupełnie innych wymagań, zasad i SYSTEMATYCZNEGO uczenia się. A potem było już z górki. Albo i nie. |
|
Wpisany przez Administrator
|
|
wtorek, 22 grudnia 2009 01:00 |
 Wigilijny Galimatias Dzisiaj w szkole od samego rana wszyscy mijali się z białymi obrusami, miskami, czajnikami , ciastami, opłatkami i naczyniami niewiadomego pochodzenia ... Nic dziwnego - ostatni dzień szkoły przed świętami, więc większość klas organizuje swoje wigilie. Po trzech lekcjach wszyscy udaliśmy się „grzecznie” do sali gimnastycznej w celu obejrzenia jasełek. Wprawdzie zaistniały lekkie problemy organizacyjne i musieliśmy się mocno skompresować (uczniowie.rar?), żeby się w sali w ogóle zmieścić, ale koniec końców – jak to w „Piątce” – wszystko udało się śpiewająco i świetnie się bawiliśmy. I chociaż jestem tu dopiero pierwszy rok, to wiem, że to jedna z tych cech Zamoya, za którymi będę najbardziej tęsknić. Po jasełkach rzuciliśmy się w wir przygotowań. Zaczęło się krojenie, układanie, dekorowanie, etc, etc. Chcąc pomóc kumpeli, która była bliska płaczu, nie radząc sobie z krojeniem jakiegoś przedziwnego ciasta, bohatersko chwyciłam nóż i pocięłam słodkiego drania na – muszę się pochwalić – całkiem równe i apetyczne kawałki. To nic, że byłam upaprana w bitej śmietanie aż po same łokcie. Przynajmniej nie miałam jej na koszuli i sukience ; D. Po skończeniu przygotowań rozkoszowaliśmy się ostatnim spotkaniem w tym roku kalendarzowym, bo do szkoły wracamy dopiero 4 stycznia. |
|
Poprawiony: piątek, 30 kwietnia 2010 17:56 |
|
|